Posty

Widzisz i nie grzmisz

Ciężko patrzeć na to co ta kobieta wyprawia. Pogrąża się w długach. Wie o tym doskonale. Ale jedyne co z tym robi to powiększanie długów i obwinianie za to całego świata. Ważniejsze jest wyjście do sklepu po kolejne duperele które na chwile poprawią humor. Kolejne kosmetyki, ciuchy, niepotrzebne graty. Przykład człowieka zablokowanego na zaspokajaniu zachcianek mimo wszechogarniającego zadłużenia. Choroba z której sama nie wyjdzie. Kolejny '...cholizm'. Kolejna ucieczka od czegoś w coś.... posted from Bloggeroid

Stan błogosławiony?

Najlepszy stan w życiu kobiety? Zdecydowanie nie ciąża. Poprzednim razem czulam sie kiepsko, wiecznie zmęczona. A teraz?? Teraz jest gorzej. Wszystkie dolegliwosci które pojawiły się przy trzecim trymestrze, teraz pojawiają się od samego początku. Pomijajac wieczny głod bo jedząc cały dzień jestem nieustannie głodna. Kregosłup od początku daje się mocno we znaki, bedąc w 3 i 4 miesiącu, nie jestem w stanie przewrócić z boku na bok na łóżku. 2 godziny sprzątania kończą się bólem nogi której nie jestem w stanie ruszyć (ból od kręgosłupa) i dusznościami, a na drugi dzień obowiązkowo leżakowanie (a wyobraźcie sobie czy można leżakować i odpoczywać mając 5letni i 18miesięczny chaos i zniszczenie). Do tego upały. Ech mam nadzieje że niedługo przyjdzie ochłodzenie. Dobrze że dziecieciaki dają mi powód do wstawania z wyra, bo bym najchetniej nie wyłaziła. Fajniutko ze Patryś jest już coraz bardziej samodzielny, jak już naprawdę nie mam siły idzie się bawić pod klatką, tylko Nataniel rozpacza...

Ciśnienie rośnie

Są takie dni, kiedy wszystko doprowadza człowieka do szału. Kiedy chciałoby się wyjść, trzasnąć drzwiami i wrocić albo i nie wrócić. Tylko dlaczego przy ciąży takich dni jest 99% ?? 'Granice wytrzymałości' powinien mieć tytuł film o burzach hormolanych i nastrojowych kobiet w ciąży a nie o himalaistach. O tym ze wcale nie jest lżej przy każdej następnej ciąży, że jest wręcz odwrotnie. Kity o cudowności tego stanu wymyślili faceci :-/ posted from Bloggeroid

DDA

Hmm, żadko pozwalam sobie na alkohol. A mówiąc żadko, mam na myśli raz na dwa tygodnie, raz na miesiąc a nawet żadziej. Z powodu tego co było w domu. Awantury były żadko, ale był alkohol. I matka wolała alkohol niż nas. Walkę przegrali wszyscy, ja się wyniosłam z domu, mój brat nie. On jest psychicznie bardziej do niej podobny. Matka od ponad roku nie żyje. Nie płakałam, pojechałam urodzić mojego synka. Ale brakuje mi jej. Brakuje mi jej mimo że jako matka samotna, nie miala dla nas wiele czasu, a kiedy zaczeła pić, nic więcej się dla niej nie liczyło. Jestem DDA, mam wyrzuty sumienia nalewając sobie pół kieliszka wina, mimo że wiem że i tak nie wypiję całości... Boję się że nawet jak wypiję pół kieliszka wina raz na kilka tygodni skończe jak matka... posted from Bloggeroid

Byle do soboty

Z serii 'jak ona to robi?' Dzisiaj środa, a ja cieszę się że do soboty już blisko... Cotygodniowe zadanie z serii 'zesraj się ale nie daj się' czyli jak wyżywić 4 osoby przez tydzień mając w kieszeni 100 złotych. I oczywiście żadnych zupek w proszku.. Zadanie uważam za niemożliwe do wykonania... 2 dzieci... Hmm... Mnie się to nie udaje a do tego co 2-3 tygodnie musze kupic pieluchy. A nie biorę pod uwagę że dzieciaki mogą się rozchorować... No i jakbym nie kombinowała, nie da się. Ale może ktoś z was zna cudowny przepis jak tego dokonać? Póki co korzystam z tego co tesciowa kupi, kiedy mi sie konczy.. Jest środa a w kieszenie pozostało mi 5 zł i hasło póki do soboty i wiwat kostki rosołowe... posted from Bloggeroid

Niech pralki szmoc będzie z nami...

Nie m to jak zerwać wszystkich z łóżek kiedy już śpią. Kiedy jedyne o czym marzą to błogi, relaksujący i być może upiększający (taaaa jakby to był sen na łóżku szpitalnym pod narkozą i skalpelem to może by się udalo w kontekście piękna zdziałac) sen... Pralka postanowiła uraczyć nas powodzią. Klucz który się dostał pod bęben, raczył wyjść na świat wyrywając sporawą dziurę... No coż, lepiej przeglądać ubrania.robocze znacznie dokładniej, i nie mówie tylko o sobie :-D ale że my polacy mamy wady, każdy z domowników będzie obwiniał wszystkich, nie widząc winy po swojej stronie. Z winy pralki, pms i męskiego focha, moja słaba silna wola, zrujnowała moją dietę.. obżeram się żelkami i popijam je winkiem... Ananasowe misie na sam koniec pozostały.. yammie ;-) posted from Bloggeroid

Weekend by sraczka i żygaczka

Ponieważ sezon na rota wirusy czas zaczać, my zaczynamy weekend od wirusa luźnego dwubiegunowego. Dzieciaki moze w stanie gólnym niezłym, ale jednak zmęczone. Ptryk bełty rozdaje, póki co 2, ale że dzień się dopiero zaczął ośmielę się stwierdzić że nie ostatnie. Ntniel dla odmiany obsrywa wszystko na około, pieluchy nie przewidują wsiąkania kolorowej pienistej papki. I może bym to zniosła z godnością i stoickim spokojem gdyby wredny wirus ominął mnie w swoim chytrym i wycieńczajacym planie. Mam tylko nadzięję że wczoraj w mdk Ptryk nie rozdal dzieciakom wirusa... Chociaż skoro moi złapali go po dwugodzinnym kontakcie z chłopakami Agi to nie sądzę żeby to cholerstwo chciało ograniczyć liczbę chorych do sztuk 4. Czekamy na powrót babci z pracy z pakunkiem ratunkowym w postaci pepsi i paluszków słonych... posted from Bloggeroid