Posty

Opad rąk

A ja sobie znowu ponarzekam, a czemu by nie. Codzień się od tego powstrzymuje, żeby nie zawracać bliskim głowy. Kręgosłup już codziennie daje znać o sobie, mam nadzieje że wszystko minie po porodzie. Dzisiaj już w ogóle ledwo chodzę, a przede mną mnóstwo sprzątania, prania i szkraby które maja dzisiaj zły dzień i się od rana gryzą. Na szczęście Patryk dzisiaj w szkole pół dnia. Hormonalna huśtawka również trwa. Dzisiaj czas na pracę pewnie ograniczony będzie, chyba że kręgosłup nie wytrzyma dzisiejszego szaleństwa przy sprzataniu. Wtedy przyklejona do łóżka czasu marnować nie będę tylko nadrobię szydełkowanie. posted from Bloggeroid

Bachory atakują

Moje słodkie bachory mają magiczną moc. Cały dzień potrafią się bić i kłócić, a wieczorem nagle się dogadują i bawią. No dobra zabawy nie są spokojne, ciche.. wręcz przeciwnie.. dają czadu. Nie mogę się doczekać żeby się w końcu przeprowadzić, żeby sie tak bawili w swoim pokoju, bo szału można dostać. I nie wiem czy mam się cieszyć że razem się bawią. Czy drzeć że mają być cicho. Dylemat małego metrarzu i zbyt dużej ilości osób... posted from Bloggeroid

Widzisz i nie grzmisz

Ciężko patrzeć na to co ta kobieta wyprawia. Pogrąża się w długach. Wie o tym doskonale. Ale jedyne co z tym robi to powiększanie długów i obwinianie za to całego świata. Ważniejsze jest wyjście do sklepu po kolejne duperele które na chwile poprawią humor. Kolejne kosmetyki, ciuchy, niepotrzebne graty. Przykład człowieka zablokowanego na zaspokajaniu zachcianek mimo wszechogarniającego zadłużenia. Choroba z której sama nie wyjdzie. Kolejny '...cholizm'. Kolejna ucieczka od czegoś w coś.... posted from Bloggeroid

Stan błogosławiony?

Najlepszy stan w życiu kobiety? Zdecydowanie nie ciąża. Poprzednim razem czulam sie kiepsko, wiecznie zmęczona. A teraz?? Teraz jest gorzej. Wszystkie dolegliwosci które pojawiły się przy trzecim trymestrze, teraz pojawiają się od samego początku. Pomijajac wieczny głod bo jedząc cały dzień jestem nieustannie głodna. Kregosłup od początku daje się mocno we znaki, bedąc w 3 i 4 miesiącu, nie jestem w stanie przewrócić z boku na bok na łóżku. 2 godziny sprzątania kończą się bólem nogi której nie jestem w stanie ruszyć (ból od kręgosłupa) i dusznościami, a na drugi dzień obowiązkowo leżakowanie (a wyobraźcie sobie czy można leżakować i odpoczywać mając 5letni i 18miesięczny chaos i zniszczenie). Do tego upały. Ech mam nadzieje że niedługo przyjdzie ochłodzenie. Dobrze że dziecieciaki dają mi powód do wstawania z wyra, bo bym najchetniej nie wyłaziła. Fajniutko ze Patryś jest już coraz bardziej samodzielny, jak już naprawdę nie mam siły idzie się bawić pod klatką, tylko Nataniel rozpacza...

Ciśnienie rośnie

Są takie dni, kiedy wszystko doprowadza człowieka do szału. Kiedy chciałoby się wyjść, trzasnąć drzwiami i wrocić albo i nie wrócić. Tylko dlaczego przy ciąży takich dni jest 99% ?? 'Granice wytrzymałości' powinien mieć tytuł film o burzach hormolanych i nastrojowych kobiet w ciąży a nie o himalaistach. O tym ze wcale nie jest lżej przy każdej następnej ciąży, że jest wręcz odwrotnie. Kity o cudowności tego stanu wymyślili faceci :-/ posted from Bloggeroid

DDA

Hmm, żadko pozwalam sobie na alkohol. A mówiąc żadko, mam na myśli raz na dwa tygodnie, raz na miesiąc a nawet żadziej. Z powodu tego co było w domu. Awantury były żadko, ale był alkohol. I matka wolała alkohol niż nas. Walkę przegrali wszyscy, ja się wyniosłam z domu, mój brat nie. On jest psychicznie bardziej do niej podobny. Matka od ponad roku nie żyje. Nie płakałam, pojechałam urodzić mojego synka. Ale brakuje mi jej. Brakuje mi jej mimo że jako matka samotna, nie miala dla nas wiele czasu, a kiedy zaczeła pić, nic więcej się dla niej nie liczyło. Jestem DDA, mam wyrzuty sumienia nalewając sobie pół kieliszka wina, mimo że wiem że i tak nie wypiję całości... Boję się że nawet jak wypiję pół kieliszka wina raz na kilka tygodni skończe jak matka... posted from Bloggeroid

Byle do soboty

Z serii 'jak ona to robi?' Dzisiaj środa, a ja cieszę się że do soboty już blisko... Cotygodniowe zadanie z serii 'zesraj się ale nie daj się' czyli jak wyżywić 4 osoby przez tydzień mając w kieszeni 100 złotych. I oczywiście żadnych zupek w proszku.. Zadanie uważam za niemożliwe do wykonania... 2 dzieci... Hmm... Mnie się to nie udaje a do tego co 2-3 tygodnie musze kupic pieluchy. A nie biorę pod uwagę że dzieciaki mogą się rozchorować... No i jakbym nie kombinowała, nie da się. Ale może ktoś z was zna cudowny przepis jak tego dokonać? Póki co korzystam z tego co tesciowa kupi, kiedy mi sie konczy.. Jest środa a w kieszenie pozostało mi 5 zł i hasło póki do soboty i wiwat kostki rosołowe... posted from Bloggeroid